
Aktorka wielokrotnie podkreślała, że droga do szczęścia i wewnętrznego spokoju była dla niej bardzo długa i bolesna. Przeszła przez biedę, chorobę bliskich, uzależnienie i rozpad rodziny, ale mimo wszystko potrafiła odnaleźć w sobie siłę, by zacząć od nowa.
Dzieciństwo Stanisławy Celińskiej przypadło na trudne powojenne lata w Warszawie. Rodzina żyła bardzo skromnie, a sytuację dodatkowo komplikowała ciężka choroba ojca — pianisty koncertowego. Utrzymanie domu spadło na matkę aktorki, która grała na skrzypcach na ulicach warszawskiej Pragi, próbując zarobić na codzienne życie.
Brak stabilizacji i ciepła rodzinnego mocno odbił się na młodej Stasi. Sama po latach przyznawała, że jako dziecko była buntownicza i agresywna, ponieważ czuła się samotna i niekochana. Przełomem okazało się pojawienie w jej życiu „babci Janeczki”, macochy matki, która dała jej poczucie bezpieczeństwa i bliskości.
To właśnie dzięki niej przyszła aktorka pokochała kościół i teatralność nabożeństw, które rozbudziły w niej marzenie o scenie. Jednak zanim rozpoczęła studia aktorskie, przyszło jej zmierzyć się z kolejną tragedią — ciężką chorobą matki.
W wieku 16 lat Stanisława dowiedziała się, że jej mama choruje na raka piersi. Choroba szybko postępowała, a późniejsze leczenie i amputacja ręki były dla całej rodziny ogromnym ciosem. Sama aktorka wspominała, że wtedy zaczęła się jej autodestrukcja.
— Rozrabiałam, zaczęłam pić alkohol, palić, wylądowałam w internacie — mówiła po latach.
Podczas studiów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej alkohol stał się częścią jej codzienności. W środowisku artystycznym PRL-u zakrapiane imprezy były czymś powszechnym, a młoda Celińska szybko stała się duszą towarzystwa. Jednocześnie rozwijała się jej imponująca kariera.
Przełom przyniosła rola w filmie „Krajobraz po bitwie” w reżyserii Andrzej Wajda. Film został doceniony również za granicą i otworzył aktorce drzwi do największych produkcji filmowych i teatralnych. W kolejnych latach występowała w kultowych filmach, współpracowała z teatrami i zdobywała coraz większą popularność.
W życiu prywatnym także wiele się zmieniło. Na scenie poznała swojego przyszłego męża — aktora Andrzej Mrowiec. Para doczekała się dwojga dzieci — Mikołaja i Aleksandry. Jednak napięcia związane z pracą, nieustanną presją i problemem alkoholowym zaczęły niszczyć rodzinę.
Po śmierci matki aktorka całkowicie straciła kontrolę nad swoim życiem. Alkohol zaczął wpływać na jej pracę i relacje zawodowe. Coraz częściej spóźniała się na próby lub nie pojawiała się na planie. W środowisku przylgnęła do niej łatka osoby niewiarygodnej.
Rozpad małżeństwa i poczucie samotności jeszcze bardziej pogłębiły kryzys. Sama przyznawała później, że była bliska całkowitego załamania i myślała nawet o odebraniu sobie życia.
Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy postanowiła zawalczyć o siebie. Stanisława Celińska wielokrotnie mówiła, że w wyjściu z uzależnienia pomogła jej wiara.
— Pewnego dnia, kiedy sięgałam po butelkę z piwem, moja ręka się cofnęła i już nigdy żadnego alkoholu nie wypiłam — wspominała.
Choć wielu ludzi początkowo nie wierzyło w jej przemianę, aktorka stopniowo odbudowała swoją pozycję zawodową. Z czasem wróciła na scenę silniejsza i bardziej świadoma siebie. Ogromną rolę odegrała w tym muzyka.
Albumy takie jak „Atramentowa…” przyniosły jej nową publiczność i pokazały zupełnie inne oblicze artystki. Jej koncerty stały się pełne emocji, szczerości i refleksji nad życiem. Publiczność pokochała ją za autentyczność oraz odwagę mówienia o własnych słabościach.
Historia Stanisławy Celińskiej dla wielu osób stała się symbolem tego, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odzyskać sens życia i odnaleźć wewnętrzny spokój.