
Tymek zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne’a – ciężką, postępującą chorobą prowadzącą do stopniowego zaniku mięśni, w tym także tych odpowiedzialnych za oddychanie i pracę serca. Jedyną szansą była kosztowna terapia, dlatego jego bliscy rozpoczęli zbiórkę pieniędzy.
Rodzina chłopca długo próbowała dotrzeć do Łukasz Litewka. Najpierw przez media społecznościowe, później telefonicznie. W końcu udało się nawiązać kontakt i umówić krótkie spotkanie w Warszawie, przy okazji wizyty lekarskiej.
– Powiedział, że zna historię Tymka i trzyma za niego kciuki. Zapewnił, że w odpowiednim momencie pomoże – wspomina mama chłopca.
Terapia genowa w przypadku tej choroby daje nadzieję, ale jej koszt jest ogromny. Czas działał na niekorzyść. Wtedy pojawił się kluczowy moment.
– Odezwał się do nas i powstał wpis fundacji z informacją, że brakuje już niewiele do zebrania 15 milionów złotych. Po publikacji postu jeszcze tego samego dnia udało się osiągnąć cel – opowiada poruszona kobieta.
Mama Tymka nie ukrywa emocji, mówiąc o całej sytuacji.
– To był dla nas cud. Cud, że udało się zebrać pieniądze, cud, że trafiliśmy na takiego człowieka i cud, że syn zakwalifikował się do terapii. Po leczeniu napisano, że dostał nowe życie – mówi.
Podkreśla też, że polityk cały czas interesował się losem chłopca i wspierał rodzinę nawet po zakończeniu zbiórki.
Informacja o śmierci Łukasz Litewka była dla niej ogromnym ciosem.
– To był dobry człowiek. Miał na sobie ogromną odpowiedzialność – tyle osób prosiło go o pomoc. Nie da się pomóc wszystkim… ale mojemu dziecku pomógł. I za to zawsze będę mu wdzięczna – podsumowała.