
Rodzice dziewczyny, Lester i Betty Likens, pracujący w objazdowym lunaparku, zdecydowali się zostawić Sylvię oraz jej młodszą siostrę Jenny pod opieką Gertrude Baniszewski – kobiety wychowującej siedmioro dzieci i noszącej polsko brzmiące nazwisko po byłym mężu. Nic nie wskazywało na to, że ten wybór okaże się tragiczny w skutkach. W październiku policja odnajdzie ciało Sylvii – skrajnie wyniszczone i noszące ślady długotrwałej przemocy.
Śledczy szybko ustalą, że nie doszło do jednorazowego wybuchu agresji ani nieszczęśliwego wypadku. Śmierć nastolatki była finałem systematycznego znęcania się, trwającego tygodniami, a nawet miesiącami. Przemoc odbywała się na oczach domowników, a także ludzi z sąsiedztwa. Gertrude Baniszewski nie tylko nie próbowała tego powstrzymać, lecz – jak wykaże śledztwo – miała aktywnie zachęcać innych do okrucieństwa i usprawiedliwiać je rzekomym „złym zachowaniem” dziewczyny. Każdy dzień spędzony w tym domu oznaczał dla Sylvii kolejne tortury, aż jej organizm nie był już w stanie wytrzymać więcej.
Dom grozy w East New York
Koszmar rozgrywał się w dzielnicy East New York na Brooklynie – miejscu, które już wówczas uchodziło za jedno z najbardziej niebezpiecznych w Nowym Jorku. W rejonie o wysokiej przestępczości, w skromnym budynku mieszkalnym, Gertrude Baniszewski mieszkała wraz z dziećmi. Z zewnątrz nic nie zdradzało, co dzieje się w środku. Dopiero interwencja policji ujawniła skalę okrucieństwa.
Funkcjonariusze znaleźli ciało Sylvii na zabrudzonym materacu. Dziewczyna była skrajnie wychudzona, pokryta licznymi ranami, siniakami i śladami poparzeń. Śledztwo wykazało, że doznała dziesiątek urazów, w tym poparzeń papierosami i gorącą wodą. Miała poranioną skórę, zniszczone paznokcie, opuchniętą twarz i obrażenia świadczące o wielokrotnych pobiciach. Na jej ciele znajdowały się także upokarzające napisy, które dodatkowo świadczyły o psychicznej przemocy.
Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci był krwiak podtwardówkowy, powstały po silnym uderzeniu w głowę. Po miesiącach znęcania się ciało dziewczyny nie było już w stanie przetrwać kolejnego ataku.
Śledztwo i proces
Policja szybko ustaliła, że główną odpowiedzialność za śmierć Sylvii ponosi Gertrude Baniszewski. Zatrzymano jednak także kilkoro jej dzieci oraz młodych ludzi z sąsiedztwa, którzy brali udział w przemocy. Kluczowe znaczenie miały zeznania młodszej siostry ofiary, która błagała, by ją uratować z tego domu, oraz list napisany przez Sylvię pod przymusem – miała w nim fałszywie przyznać, że została skrzywdzona przez nieznanych chłopców.
W grudniu 1965 roku Baniszewski, troje jej dzieci oraz dwaj nastoletni sąsiedzi usłyszeli zarzuty zabójstwa pierwszego stopnia. Podczas procesu na jaw wyszły kolejne wstrząsające fakty. Ostatnie tygodnie życia Sylvia spędziła zamknięta w piwnicy, pozbawiona jedzenia i wody. Co najbardziej szokujące – sąsiedzi wiedzieli, że dziewczyna jest katowana, ale nie zareagowali.
Wyrok
Gertrude Baniszewski do końca nie przyznawała się do winy, tłumacząc się chorobą psychiczną. Sąd uznał ją jednak za winną i skazał na dożywotnie pozbawienie wolności. Po latach, mimo protestów tysięcy ludzi, została warunkowo zwolniona. Zmarła w wieku 60 lat na chorobę nowotworową.
Pozostali oskarżeni otrzymali niższe wyroki, jednak sprawa Sylvii Likens do dziś uznawana jest za jedną z najbardziej wstrząsających historii przemocy wobec dziecka w XX wieku.