
Prezydent USA Donald Trump zainaugurował w Davos powstanie lansowanej przez siebie Rady Pokoju. Prezydent Karol Nawrocki, zaproszony do tego gremium, uczestniczył w uroczystości, jednak aktu założycielskiego nie podpisał. Polska – jak podkreślają przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego – „wyraża zainteresowanie inicjatywą”, ale nie podejmuje decyzji o przystąpieniu.
Amerykanie powołali w Davos Radę Pokoju
W Davos, podczas Światowego Forum Ekonomicznego, prezydent USA Donald Trump ogłosił powstanie Rady Pokoju – nowego międzynarodowego organu, który według jego koncepcji miałby zarządzać Strefą Gazy oraz współpracować z ONZ przy rozwiązywaniu globalnych konfliktów. Na uroczystość zaproszono polityków z około 50 państw, jednak ostatecznie dokument założycielski podpisało jedynie 19 delegacji, m.in. z Węgier, Turcji, Kazachstanu, Bułgarii i Argentyny. Zabrakło przedstawicieli Rosji oraz większości państw europejskich, które – podobnie jak Polska – podchodzą do inicjatywy z dużą ostrożnością.
Zaproszenie otrzymał również prezydent Karol Nawrocki. Pojawił się na ceremonii, lecz aktu założycielskiego nie podpisał, co oznacza, że Polska nie przystępuje do Rady Pokoju. – Polska nie rozpocznie procesu wchodzenia do Rady, ale wyraża pewne zainteresowanie samą inicjatywą – wyjaśniał wcześniej szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Bez zgody rządu Polska do rady nie wstąpi
Decyzję prezydenta skomentował wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak‑Kamysz, podkreślając, że działanie Nawrockiego jest zgodne z konstytucją. – Przed ratyfikacją jakiejkolwiek umowy międzynarodowej konieczna jest decyzja rządu i zgoda parlamentu – przypomniał.
W praktyce oznacza to, że Polska pozostawia sobie otwartą furtkę, ale nie angażuje się w projekt, który budzi kontrowersje (zaproszenie dostała Rosja, która od 4 lat zabija w otwartej wojnie obywateli Ukrainy) i nie ma jasnych zasad działania.
Dr hab. Tomasz Płudowski, politolog, amerykanista z Uniwersytety Vizja, powiedział w programie „Express Biedrzyckiej”, sytuacja z zaproszeniem do Rady Pokoju jest trudna, bo USA są naszym sojusznikiem, ale wiadomo, że prezydentura Trumpa skończy się za trzy lata. – Państwa Zachodu, podobnie jak Polska, wstrzymują się więc z decyzją. Sama Rada nie ma szans na to, aby zastąpić ONZ, a wątpliwości budzi choćby to, że Trump chce mieć w niej ostateczną decyzję – podkreślił ekspert.