
W ostatnim czasie Doda skupiła niemal całą swoją energię na pomocy psom zagrożonym zimą. Oprócz działań interwencyjnych angażowała się również w protesty dotyczące tzw. patoschronisk, co – także dzięki presji medialnej – doprowadziło do zamknięcia dwóch takich placówek w Polsce. Artystka pojawiła się ponownie w Sejmie, gdzie zabrała głos podczas posiedzenia Komisji Nadzwyczajnej do spraw zwierząt.
Wraz z Małgorzatą Rozenek-Majdan Doda znów wystąpiła w parlamencie w obronie zwierząt. Zapowiadała wcześniej, że ogranicza udział w protestach ulicznych, a swoje działania koncentruje na realnej pomocy – m.in. ocieplaniu bud w schroniskach. We współpracy z firmami przekazała dziesiątki izolowanych bud i ogromne ilości karmy fundacjom oraz schroniskom. Jej obecność w Sejmie była kolejnym elementem tej aktywności.
Podczas obrad atmosfera została na chwilę rozluźniona żartobliwym wprowadzeniem artystki jako „posłanki”. Doda szybko jednak podkreśliła, że nie ma ambicji politycznych i pozostaje osobą apolityczną. Zaznaczyła, że występuje wyłącznie jako głos obywateli i swoich fanów, którzy oczekują interwencji oraz realnych działań na rzecz poprawy losu zwierząt.
W swoim wystąpieniu odniosła się do emocji, jakie wywołało zamknięcie schronisk w Bytomiu i Sobolewie. Zwróciła uwagę, że fakt, iż dopiero presja medialna i zaangażowanie osoby publicznej doprowadziły do reakcji władz, jest raczej powodem do wstydu niż do dumy. Podkreślała poczucie bezsilności, wiedząc, że podobnych miejsc wciąż jest wiele.
Artystka mówiła także o braku skutecznego nadzoru nad schroniskami. Wspominała o nieformalnych kontrolach prowadzonych przez wolontariuszy i prywatnych detektywów, które ujawniają dramatyczne warunki, lecz nie pociągają za sobą realnych konsekwencji. Jej zdaniem cieszenie się z pojedynczych zamknięć nie rozwiązuje problemu systemowo, zwłaszcza w obliczu silnych mrozów.
Odnosząc się do reakcji rządu na sprawę Sobolewa, Doda krytycznie oceniła przerzucanie odpowiedzialności na obywateli i organizacje społeczne, które często nie mają odpowiednich warunków, by przejąć zwierzęta. Wskazywała, że sama musiała pilnie organizować budy, aby psy miały gdzie trafić, i pytała, jak w takich realiach zamykać kolejne patoschroniska.
W dalszej części poruszyła temat rynku zoologicznego, zwracając uwagę, że narodziny szczeniąt bywają traktowane jak „nowy towar”. Jej zdaniem walka z bezdomnością zwierząt powinna skupiać się na przyczynach, a nie tylko na skutkach, bo inaczej problem będzie się stale odnawiał.
Na zakończenie zapowiedziała dużą aukcję dzieł artystów, z której dochód ma zostać przeznaczony na masowe kastracje zwierząt. Według jej wyliczeń takie działania mogłyby znacząco ograniczyć skalę bezdomności. Wystąpienie spotkało się z owacjami, a przewodnicząca komisji przypomniała, że gminy i schroniska mają ustawowe obowiązki, które w praktyce często nie są realizowane.