
Adrian Szymaniak, znany widzom z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, od miesięcy toczy trudną walkę z glejakiem IV stopnia. Po zakończeniu chemioterapii i radioterapii pod koniec 2025 roku, w styczniu przekazał niepokojące informacje o niewielkiej, około dwumilimetrowej zmianie, która pojawiła się w miejscu po wyciętym guzie. Od tego czasu leczenie weszło w kolejny, wymagający etap.
Niedawno Adrian rozpoczął terapię z wykorzystaniem urządzenia TTF, które emituje pole o określonej częstotliwości, mające hamować podział komórek nowotworowych. To nowoczesna, ale bardzo kosztowna metoda — miesięczny koszt leczenia w Polsce sięga 120 tys. zł. Szymaniak wielokrotnie podkreślał, że bez wsparcia ludzi nie byłoby to możliwe; dzięki zbiórkom udało się zgromadzić już ponad 2 mln zł.
Najnowsze informacje o stanie zdrowia męża przekazała w mediach społecznościowych jego żona, Anita. Jak napisała, ostatnie dni przyniosły długo wyczekiwaną ulgę. Zakończył się jeden z najbardziej intensywnych etapów leczenia, a wraz z nim częste wyjazdy i życie w ciągłym napięciu. Choć rzeczywistość nie wróci do tego, co było wcześniej, w ich codzienności znów zaczyna pojawiać się rutyna.
Anita zwróciła też uwagę na ogromne wyzwanie, przed jakim stanęła cała rodzina, szczególnie dzieci. Zmiana miejsca zamieszkania i przedszkola na kilka tygodni była dla nich dużym obciążeniem, jednak — jak podkreśliła — wykazały się niezwykłą dzielnością. Przyznała również, że żaden rodzic nie jest przygotowany na takie rozmowy i doświadczenia, ale wierzy, że jako rodzina zdali ten trudny egzamin.
Choć leczenie Adriana wciąż trwa i przed nim kolejne wyzwania, najnowsze słowa jego żony niosą ostrożny optymizm. Dla nich wszystkich to moment wytchnienia i nadzieja na stabilizację w niezwykle wymagającym czasie.