
– Zawsze w biegu, wiecznie z brakiem czasu, a jednocześnie niesamowicie zaangażowany. Doskonały organizator, zawsze przygotowany (…) Żartowaliśmy, że przypomina Wielki Zderzacz Hadronów. Potrafił tak przyspieszyć, że gdy my dopiero planowaliśmy, on już widział końcowy efekt – wspominał Wojciecha Hanna na łamach „Gazety Wyborczej” jego przyjaciel z czasów studiów, Paweł Skrzywanek.
Jak podkreślano, Wojciech Hann miał „piękną biografię”. Pochodził z Wrocławia i był absolwentem fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim, z którym przez lata pozostawał związany. Ukończył również studia MBA na University of Rochester.
– To była wyjątkowa postać. Człowiek niezwykle życzliwy, zawsze gotowy do pomocy, wspaniały przyjaciel – powiedziała „Gazecie Wyborczej” prof. Bożena Szaynok.
W czasach PRL Wojciech Hann angażował się w działalność opozycyjną – brał udział w akcjach ulotkowych oraz kolportażu wydawnictw podziemnych. Działał w młodzieżowej sekcji Klubu Inteligencji Katolickiej, współtworzył solidarnościowe pisma uniwersyteckie. Był także współzałożycielem i redaktorem podziemnej Oficyny Wydawniczej „Constans” oraz członkiem redakcji konspiracyjnego kwartalnika politycznego „Konkret”.
Aktywnie działał w samorządzie studenckim i uczestniczył w duszpasterstwie akademickim. Wielokrotnie był zatrzymywany przez SB, przesłuchiwany i poddawany rewizjom.
Paweł Skrzywanek wspominał go jako osobę absolutnie godną zaufania. – Jeśli coś obiecywał, zawsze dotrzymywał słowa. Wierzył w ludzi i potrafił przekazywać im swoją energię – zaznaczał.
Zawodowo Wojciech Hann związany był z bankowością inwestycyjną i finansowaniem przedsiębiorstw. Pełnił funkcję prezesa zarządu Banku Ochrony Środowiska oraz był członkiem zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego. Pracował m.in. w UniCredit Markets & Investment Banking, Deloitte oraz Ipopema Securities.
61-letni bankowiec zginął w tragicznych okolicznościach w Gruzji. Był ofiarą śmiertelnego wypadku narciarskiego.