
Do dramatycznych wydarzeń doszło w kamienicy przy ulicy Sienkiewicza, w samym sercu Radomia. W niedzielę, 25 stycznia, około godziny 6 rano służby ratunkowe zostały powiadomione przez matkę niemowlęcia. To ona odkryła, że jej półtoramiesięczny syn nie oddycha. Na miejsce natychmiast przyjechało pogotowie ratunkowe. Mimo podjętej reanimacji życia dziecka nie udało się uratować. Na miejscu pracowali policjanci pod nadzorem prokuratury.
Jak ustaliliśmy, w mieszkaniu panował przenikliwy chłód. Na ścianach i oknach widoczny był szron, a w jednej z butelek śledczy znaleźli zamarzniętą wodę. W lokalu znajdował się piec, w którym – według ustaleń – ogień był rozpalany wieczorem, dzień przed tragedią.
W mieszkaniu przebywała matka dziecka, około 40-letnia kobieta. Przyjechała do Radomia dzień wcześniej, by odwiedzić swoją matkę i siostrę. Wszystkie trzy kobiety znajdowały się w lokalu w chwili tragedii.
Z naszych informacji wynika, że niemowlę leżało w gondoli wózka. Było ciepło ubrane i przykryte kocykiem. Matka karmiła dziecko w nocy, natomiast gdy nad ranem przyszła do synka, ten już nie dawał oznak życia.
Kamienica, w której doszło do tragedii, pochodzi z końca XIX wieku i znajduje się na liście zabytków. To ścisłe centrum miasta – w pobliżu znajdują się m.in. katedra, sąd oraz Urząd Stanu Cywilnego.
– Około szóstej rano było tu pełno służb. Policja, pogotowie, straż pożarna. Od razu było wiadomo, że wydarzyło się coś złego – relacjonuje Piotr Stępień, mieszkaniec sąsiedniej ulicy. – Budynek wygląda na opuszczony, ale ktoś tam mieszka. Domofon działa, często słychać szczekanie psa.
Jak ustaliliśmy, kamienica jest własnością prywatną. Od frontu sprawia wrażenie zaniedbanej. – Jeszcze niedawno na pierwszym piętrze paliło się światło, ale od kilku dni jest tam zupełnie ciemno – mówi młoda mieszkanka okolicy.
Inni sąsiedzi potwierdzają, że w oficynach na podwórzu mieszkają ludzie. – Jest tam starsza kobieta z córką, jakiś mężczyzna z psem, chyba jeszcze ktoś zajmuje jedno z mieszkań – opowiada jedna z mieszkanek ulicy Sienkiewicza.
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci półtoramiesięcznego dziecka. Dotychczas nikt nie został zatrzymany. Przeprowadzono sekcję zwłok niemowlęcia.
– Na podstawie wstępnej opinii biegłego nie można jednoznacznie wskazać przyczyny zgonu. Konieczne będą dodatkowe badania. Wykluczono tzw. urazowe przyczyny śmierci – na ciele dziecka nie stwierdzono obrażeń świadczących o przemocy – poinformowała prokurator Aneta Góźdź.
Śledztwo jest na początkowym etapie. – Będziemy ustalać, czy i ewentualnie kto przyczynił się do śmierci dziecka – dodała prokurator.