Czarna Mańka zabiła matkę i chciała spalić jej dzieci. Roczny Norbert i 8-letnia Oliwia udusili się dymem

Magdalena M., znana jako „Czarna Mańka”, miała bogatą kartotekę kryminalną już wtedy, gdy poznała 27-letnią Paulinę. Pokrzywdzona nie mogła jednak spodziewać się tego, że kobieta posunie się do czegoś więcej niż kradzieże czy napaści rabunkowe. Aż któregoś wieczoru „Mańka” przyszła do Pauliny, brutalnie ją zamordowała, a później podłożyła w mieszkaniu ogień, wiedząc że w środku śpią malutkie dzieci. Chłopiec i dziewczynka zginęli.

Paulina L. mieszkała na co dzień na warszawskiej Pradze, w jednej z kamienic przy ulicy Stalowej. Stary, przedwojenny budynek, a w nim maleńka kawalerka, którą 27-latka na dziko zajmowała wraz z dwójką dzieci: niespełna rocznym Norbertem i 8-letnią Oliwią. Życie rodziny nigdy nie było usłane różami. Mateusz Kobyłka, dziennikarz „Super Expressu”, przypominając tę historię na łamach gazety, opisywał niedawno, że kiedy Paulina zaszła w pierwszą ciążę i urodziła córeczkę, jej związek się rozpadł. Została z dzieckiem sama, lecz ojciec, mieszkający po sąsiedzku, miał ponoć pomagać, jak mógł. Sąsiedzi wspominali, że przychodził tam niemal codziennie. Gazeta.pl donosiła, że kobieta utrzymywała się głównie z alimentów na córkę wynoszących 450 złotych, zasiłku społecznego w wysokości 400 złotych oraz dodatku dla samotnych matek: to kolejne 170 złotych. Jej kapitałem na czarną godzinę były cztery złote pierścionki i łańcuszek z serduszkiem.

Paulina L. po pierwszym rozstaniu próbowała jeszcze szczęścia w miłości, znalazła swoją bratnią duszę, a przynajmniej tak myślała. Nadeszła druga ciąża i na świat przyszedł maleńki Norbert, oczko w głowie mamy. Ojciec nie poczuwał się jednak do swojej roli, parał się handlem narkotykami i stosował przemoc, więc 27-latka ostatecznie odeszła: znów została bez drugiej połówki, ale nie całkowicie sama, bo z dziećmi. Starała się jak mogła, by zapewnić maluchom dach nad głową i być najlepszą mamą, jaką tylko może.

Poznaj więcej historii:  Pokój Zbrodni

Nie mogła liczyć na wsparcie rodziny, ponieważ jej rodzice trafili do więzienia jeszcze w czasach, gdy była nieletnia. Trafiła wówczas do domu dziecka. Po wyjściu zza krat, matka wyjechała za granicę. Ojciec nadal przebywał w zamknięciu, ponieważ miał dłuższy wyrok. Różne obawy Pauliny z czasem się nasilały, bo wisiało nad nią widmo eksmisji: kawalerkę przy Stalowej zajmowała na dziko, a w urzędzie nie mieli lokali zastępczych, więc szukała pomocy w Komitecie Obrony Lokatorów. Trzeciego listopada miała przynieść dokumenty. Nie zdążyła.

Paulina sprzedawała stroiki na cmentarzu, próbowała zarobić na lepsze życie dla dzieci. Przez przypadek trafiła na Magdalenę M.

Paulina L. była również uzdolniona artystycznie. Robiła stroiki przeznaczone na groby, które próbowała sprzedawać przy bramie cmentarza na Bródnie. Na jej stoisku można było też kupić pańską skórkę, czyli tradycyjny cukierek domowej roboty, zawijany w papierek i sprzedawany głównie w Warszawie oraz na Mazowszu. Do mediów nigdy nie dotarło, jak właściwie poznała Magdalenę M., okrzykniętą na osiedlu „Czarną Mańką”. Mogły trafić na siebie przez przypadek i od słowa do słowa znaleźć wspólny język. Żadna z nich nie narzekała na przesadną liczbę znajomych. Mieszkanka Szmulek miała jednak bogatą przeszłość kryminalną: „Super Express” wyliczał, że napadała na sklepy i salony gier, a pieniądze przepijała, przegrywała lub wydawała na środki odurzające. Pseudonim „Czarna Mańka” zyskała za sprawą swoich czarnych włosów, ponurego spojrzenia i szemranego stylu życia. Tam, gdzie się pojawiała, wzbudzała niepokój. Ale zaufanie Pauliny w jakiś sposób zdobyła. Wyprosiła od niej nawet dwieście złotych na pożyczkę.

1 listopada 2015 roku, niedługo przed tragicznymi wydarzeniami, pokrzywdzona jak zwykle sprzedawała swoje towary przy cmentarzu. Potem wróciła do domu i wieczór spędzała z dziećmi. Położyła Oliwię i Norberta spać, niedługo później otrzymała SMS-a od Magdy. Kobieta chciała z nią pilnie porozmawiać. Paulina zgodziła się, więc Czarna Mańka przyszła do niej przed północą.

To, co miało być zwykłą dyskusją, szybko przerodziło się w kłótnię. 27-latka w pewnym momencie kazała Magdalenie wyjść z mieszkania, ponieważ ta zaczęła krzyczeć i zachowywać się agresywnie. Paulina podeszła do drzwi, żeby je otworzyć, na chwilę straciła czujność. Wtedy oprawczyni złapała za kuchenny nóż, który leżał na stole, i rzuciła się na ofiarę. Zadała jej kilkanaście ciosów w szyję. Gdy 27-latka upadła na ziemię w kałuży krwi, Magdalena uciekła. Dzieci nadal spały w swoich pokojach, odgłosy awantury nie wybudziły ich ze snu.

Sprawczyni prędko wróciła do mieszkania. Nie naszła jej jednak refleksja nad tym, co zrobiła. Nie wezwała służb, nie próbowała udzielić Paulinie pomocy. Zamiast tego, Czarna Mańka zrobiła to, z czego słynęła: okradła poszkodowaną. Zabrała jej niemal półtora tysiąca złotych, dwa telefony komórkowe, cztery złote pierścionki, które zdjęła z palców denatki, i zerwała z jej szyi łańcuszek. Chcąc upozorować wypadek, podpaliła kosz na śmieci, mimo że zdawała sobie sprawę z obecności dzieci w mieszkaniu. Wcześniej sama pytała o nie w SMS-ach, upewniała się, czy już śpią. Zostawiła je na pewną śmierć, niczego nieświadome. Wtedy, z łupem, uciekła po raz drugi.

Czarna Mańka udawała rozpacz przed sąsiadami. Krzyczała wniebogłosy: “Co za ku*** to zrobiła?!”

Z samego rana, 2 listopada 2015 roku, nikt nie mógł się z Pauliną kontaktować. Sąsiedzi wspominali, że jej syn zawsze machał ludziom przez okno, a córka wychodziła do szkoły z koleżanką. Tego dnia nikogo nie było, nikt nie reagował też na nawoływanie czy pukanie do drzwi. W końcu jeden ze znajomych Pauliny postanowił wejść do kawalerki przez okno. Jego oczom ukazał się wstrząsający widok: pokoje spowite w czarnym dymie, na podłodze zakrwawiona Paulina, a w pokoju obok martwe dzieci. Ekspertyza śledczych wykazała później, że 8-letnia Oliwia zdążyła się wybudzić i próbowała dotrzeć do okna, otworzyć je, ale nie dała rady. Upadła tuż przy nim. Zarówno dziewczynka, jak i chłopiec, zginęli w wyniku uduszenia się tlenkiem węgla. Na miejsce natychmiast wezwano służby. Kiedy ratownicy wynosili ciała z mieszkania, ludzie byli w szoku. Lały się łzy. Najmocniej, wręcz teatralnie, płakała i krzyczała obecna na miejscu Magdalena M. – Co za ku*** to zrobiła?! – wrzeszczała w amoku. Wtedy jeszcze nikt jej nie podejrzewał.

Przełom nastąpił po anonimowym telefonie, który na policję wykonała jedna z kobiet. Zeznała, że Czarna Mańka dzwoniła do niej feralnej nocy, aby poskarżyć się na niewiernego chłopaka, którego ta dobrze znała. Wyznała jej na koniec, że zrobiła coś głupiego i żeby włączyła telewizję. Na stronie internetowej tej konkretnej stacji znalazła wówczas wieści o tragicznej śmierci matki oraz dwojga dzieci. Połączyła wątki i postanowiła zgłosić swoje podejrzenia do służb.

Funkcjonariusze z Pragi-Północ zatrzymali Magdalenę M., która była im dobrze znana z wcześniejszych, złodziejskich eskapad. W mieszkaniu znaleźli dowody na jej winę, w tym między innymi ślady krwi na butach czy dwa skradzione telefony Pauliny. Ale Czarna Mańka nie od razu przyznała się do winy. Najpierw wymyśliła historię o Rosjaninie, którego przyłapała na zbrodni. To on miał siłą wepchnąć jej telefony ofiary do kieszeni na przetrzymanie. Nie zawiadomiła policji, bo za bardzo się bała. Taka była jej wersja wydarzeń. Lecz Magdalena M., jak mówili świadkowie, była tylko mocna w głębie. Po nocy spędzonej w areszcie pękła i wyznała całą prawdę.

– To ja zabiłam Paulę – powiedziała, cytowana przez gazetę.pl. – Straciłam przez nią mojego chłopaka Karola. Powiedział mi, że z nami koniec, bo nie oddaję pożyczonych pieniędzy. Już całe Szmulki o tym gadają. Paulina też mu się skarżyła, że wiszę jej 200 złotych. 200 złotych! Pod cmentarzem na pewno zarobiła dwa razy tyle. To dlatego tamtej nocy chciałam jej wygarnąć, jaka jest wredna. Sama nie ma faceta, to innym żałuje – zeznała podejrzana.

Paulina rozmawiała z Karolem tylko kilka minut, bez żadnych podtekstów, ale Czarna Mańka nie chciała tego słuchać. Wpadła do kawalerki ofiary z wyzwiskami, a gdy 27-latka stanęła do niej plecami – chwyciła za nóż. Resztę tej tragicznej historii już znamy. Prokuratura, chcąc upewnić się co do przebiegu zdarzenia, postanowiła zorganizować jeszcze wizję lokalną z udziałem podejrzanej. Nie było to jednak proste zadanie, ponieważ wściekli na kobietę mieszkańcy chcieli doprowadzić do samosądu. W obawie przed linczem służby musiały poważnie zastanowić się nad sensem przeprowadzenia takiej ekspertyzy. Ostatecznie wizję zdecydowano przeprowadzić w tajemnicy, około godziny szóstej nad ranem, lecz Magdalena M. odmówiła. Za bardzo bała się tłumu. – I dobrze, bo ludzie rozszarpaliby ją, mimo kordonu policji. Ta szmata każdego dnia piła i ćpała. Okradała znajomych, żeby mieć na narkotyki i wódkę. Niech zgnije w więzieniu. Albo niech nam ją wydadzą, to sami zrobimy z nią porządek – takie komentarze słyszał reporter „Super Expressu” dziesięć lat temu, w 2015 roku.

Tłumy żegnały Paulinę i jej dzieci. W areszcie Czarna Mańka zrobiła im ołtarzyk

Kiedy Paulina L. wraz z dziećmi została pochowana, uroczystości zgromadziły tłumy osób, poruszonych ich śmiercią. Trzy trumny, zdjęcia młodej mamy obejmującej czule swoje dzieci, ten widok łamał najtwardsze serca. W międzyczasie „Czarna Mańka” w celi w areszcie stworzyła ołtarzyk dla swoich ofiar: napisała też na kartce, że chciałaby, żeby Oliwia, Norbert i ich mama wrócili. Pół roku później próbowała sobie odebrać życie, ale uratowała ją wpół-osadzona. Śledczy nie wierzyli jednak w refleksję podejrzanej nad swoim zachowaniem: uważali, że to teatrzyk dla prokuratora, by zyskać niższy wyrok podczas procesu sądowego. Biegli psychiatrzy uznali Magdalenę M. za w pełni poczytalną i świadomą czynów, których się dopuściła. Obserwacja wykazała ponadto, że nie jest ona zdolna do głębszych przemyśleń, nie wyciąga wniosków z własnych niepowodzeń, jest skupiona na sobie i swoich potrzebach, brakuje jej empatii, ignoruje normy społeczne i po prostu do życia w społeczeństwie się nie nadaje.

Proces odbył się w Sądzie Okręgowym dla Warszawy- Pragi, a na miejscu zgromadzili się prawie wszyscy mieszkańcy z kamienicy przy Stalowej. Niektórzy na głos komentowali przebieg rozprawy, krzycząc, że oskarżona powinna zgnić w więzieniu. Trzeba było ich uspokajać. Czarna Mańka stwierdziła, że żałuje tego, co się stało, lecz nie będzie odpowiadać na żadne pytania. Co jakiś czas zerkała tylko w stronę oskarżyciela posiłkowego, którym stał się wówczas pan Marek, ojciec 8-letniej Oliwii, który mimo rozstania z Pauliną do końca był obecny w życiu córki.

Świadkowie zeznawali jednogłośnie: poszkodowana była osobą dobrą, łagodną, bardzo troskliwą i gotową do pomocy każdemu, kto tego potrzebował. Wspaniała matka, wychowanie dzieci było dla niej priorytetem. Sąsiedzi pomagali sobie nawzajem. Nawet na opiekę nad maluchami można było liczyć, jedna ze starszych kobiet oferowała tę pomoc całkowicie za darmo.

Surowy wyrok dla Magdaleny. Sąd nie miał litości dla sprawczyni zbrodni

Wyrok zapadł 12 czerwca 2017 roku. Magdalena M. odmówiła doprowadzenia z aresztu, by usłyszeć werdykt. Sędzia Piotr Gocławski przekazał, że zgodnie z decyzją kobieta zostaje skazana na 25 lat więzienia za zamordowanie kobiety oraz na dożywocie za zabójstwo dzieci. – Nie ma dowodów, że Magdalena M. przyszła do kamienicy z zamiarem odebrania życia Paulinie L. – uzasadniał sędzia. – To nie była zbrodnia zaplanowana. Ale każdy człowiek, choćby średniej inteligencji wie, że wzniecając pożar, nie ma już na to wpływu. Oskarżona przewidywała, że dzieci spłoną albo zabije je czad i się na to godziła – dodawał.

Skład sędziowski tłumaczył, że oskarżona działała z niskich, trudnych do wytłumaczenia pobudek, a jej skrucha wyrażona pod koniec procesu nie była szczera i wynikała ze strachu przed surowym wyrokiem. – Wyjaśnienia kobiety były ukierunkowane na złagodzenie kary – podkreślał sędzia. Tym samym nie ulegało wątpliwości, że wyrok może być tylko jeden. Magdalena M. za wszystkie swoje winy została skazana łącznie na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Related Posts

Okoliczności tej tragedii nadal nie są w pełni wyjaśnione.

Sprawa śmierci Magdaleny Majtyki wciąż budzi ogromne emocje. Aktorka została odnaleziona w Biskupicach Oławskich, a śledczy nadal próbują ustalić dokładne okoliczności jej śmierci. Prokuratura zapowiedziała przeprowadzenie szczegółowych…

Izabela Macudzińska poznała 

Izabela Macudzińska dała się poznać szerszej publiczności przede wszystkim dzięki udziałowi w programie TTV “Królowe życia”. Gwiazda aktywnie rozwija swoją karierę w mediach społecznościowych, a w ostatnich…

Okoliczności tej tragedii nadal nie są w pełni wyjaśnione.

Sprawa śmierci Magdaleпy Majtyki wciąż bυdzi ogromпe emocje. Aktorka została odпalezioпa w Biskυpicach Oławskich, a śledczy пadal próbυją υstalić dokładпe okoliczпości jej śmierci. Prokυratυra zapowiedziała przeprowadzeпie szczegółowych…

Tak dziś wygląda grób Bożeny Dykiel.

Śmierć Bożeпy Dykiel w lυtym porυszyła tysiące widzów. Aktorka, którą pυbliczпość pokochała szczególпie za rolę w serialυ “Na Wspólпej”, odeszła w wiekυ 77 lat. Dla wielυ była jedпą z…

Jasnowidz Jackowski przeraża w swojej wizji. Zobaczył ataki terrorystyczne i protesty w Polsce. To nie wszystko

– Dla mпie samego to jest zaskoczeпie. Bo tyle się o tym mówi, że ma powstać, że to pewпe, że Doпald Tυsk będzie premierem, ale ja tego…

Daria Syta w mocnych słowach podsumowuje treningi z Jasperem. “To był bardzo trudny tydzień”

Kacper “Jasper” Porębski to znany influencer, który po raz pierwszy spróbował swoich sił w tańcu. Razem z Darią Sytą tworzą duet w 18. edycji “Tańca z Gwiazdami”….

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *