
Cisza, relaks i kojąca para unosząca się nad wodą? Niekoniecznie. Termalne baseny w Polsce od lat sprzedają nam wizję zdrowia, spokoju i luksusowego odpoczynku. Ale gdy gasną światła dnia, atmosfera potrafi zmienić się diametralnie. Reporterzy “Faktu” postanowili sprawdzić, jak naprawdę wyglądają wieczory w najpopularniejszych kompleksach termalnych w kraju.
Ja odwiedziłam Uniejów, moi redakcyjni koledzy przyjrzeli się temu, co dzieje się w Termach Chochołowskich oraz w Gorącym Potoku. Trzy miejsca, trzy różne lokalizacje, jeden wspólny mianownik: wieczór zmienia reguły gry.
Zamiast szeptów — głośna muzyka. Zamiast herbaty i lekkich przekąsek — alkohol wysunięty na pierwszy plan. Zamiast spokojnych kąpieli — tłumy, głośne rozmowy i zachowania, które każą zadać pytanie o granice: komfortu, bezpieczeństwa i… higieny. To, co po zmroku dzieje się w wodzie i wokół niej, momentami bardziej przypomina klubową imprezę niż strefę relaksu.
W jednym miejscu uwagę zwracały rozbawione tłumy przy wodnym barze. W innym — menu drinków wyeksponowane tak, że trudno było znaleźć cokolwiek do jedzenia. Były też sytuacje niepokojące, krępujące, a nawet groteskowe. I choć nie wszędzie panował chaos, a ochrona i ratownicy byli obecni, wrażenie pozostawało jedno: nocne oblicze term zaskakuje — nie zawsze pozytywnie.
