
To był moment, który ścisnął za gardło wszystkich obecnych w kościele. Podczas pogrzebu 28-letniej pilotki Jagody Gancarek wierni nagle zaczęli chwytać się za ręce w trakcie modlitwy „Ojcze nasz”. W kilka sekund w świątyni w Gromniku powstał symboliczny łańcuch jedności − przejmujący gest wsparcia dla rodziny i ostatni hołd dla kobiety, której największą miłością było niebo. Jednak to, co wydarzyło się później… W takich momentach nawet najtwardsze serca zaczną pękać.
Ostatnie pożegnanie Jagody Gancarek w Gromniku
W sobotę (14 marca) niewielki Gromnik pogrążył się w żałobie. Rodzina, przyjaciele oraz ludzie związani z lotnictwem pożegnali Jagodę Gancarek − utalentowaną pilotkę. Na ceremonię przyjechali żałobnicy z różnych stron kraju. Wśród nich byli znajomi, lotnicy, instruktorzy, delegacje aeroklubów oraz mieszkańcy okolicy, którzy chcieli oddać jej ostatni hołd.
Uroczystości rozpoczęły się w południe modlitwą różańcową. Pół godziny później w miejscowym kościele parafialnym rozpoczęła się msza święta. W świątyni panowała przejmująca cisza, przerywana jedynie płaczem najbliższych. Tuż przy trumnie 28-latki czuwali jej rodzice, bracia i przyjaciele.
Dla wielu żałobników były to chwile trudne do zniesienia. Jagodę zapamiętali jako osobę zawsze uśmiechniętą, pełną energii i bezgranicznie oddaną lotnictwu. W środowisku była znana z tego, że potrafiła zarażać innych miłością do latania.
Wzruszający gest jedności podczas modlitwy
Najbardziej poruszający moment nastąpił jednak podczas modlitwy „Ojcze nasz”. Nagle wierni zaczęli podawać sobie dłonie. W jednej chwili w kościele powstał symboliczny krąg jedności i wsparcia dla rodziny zmarłej pilotki. Jedni ocierali łzy, inni patrzyli w stronę trumny. Wszyscy jednak byli razem − złączeni bólem i wspomnieniem o kobiecie, która całe swoje życie poświęciła niebu.
Po mszy świętej wszyscy zebrani na pogrzebie odprowadzili trumnę do grobu. Kondukt był bardzo długi. Gdy trumnę z ciałem 28-letniej Jagody złożono do grobu, nad cmentarzem przeleciała eskadra złożona z trzech samolotów. W takich momentach nawet najtwardsze serca zaczynają pękać.
Tragiczny wypadek balonowy w Zielonej Górze
Do tragedii doszło 9 marca w Zielonej Górze. Pilotka wystartowała w lot szkoleniowy z lądowiska w Przylepie. W koszu balonu znajdowały się jeszcze dwie pasażerki. W pewnym momencie silny boczny podmuch wiatru zepchnął balon z kursu i doprowadził do zderzenia z blokiem w centrum miejscowości.
Jak wskazują specjaliści, pilotka do ostatnich sekund próbowała ominąć przeszkodę. Do uniknięcia katastrofy zabrakło jednak dosłownie ułamków metrów. 28-latka spadła na dach budynku i zginęła na miejscu. Dwie kobiety lecące z nią w koszu przeżyły, lądując na jezdni. Okoliczności tragicznego lotu bada prokuratura.