
Tajemnicze okoliczności śmierci byłego prokuratora Jerzego Hopa (†68 l.) oraz jego syna Łukasza (†41 l.) wstrząsnęły mieszkańcami Rybnika. Ciała obu mężczyzn odnaleziono w domu jednorodzinnym przy ul. Platanowej. Informacja o tragedii szybko rozeszła się po okolicy, a sąsiedzi wciąż próbują zrozumieć, co mogło wydarzyć się za zamkniętymi drzwiami budynku.
Wejście do domu zostało zabezpieczone przez policję. Na drzwiach pojawiły się policyjne pieczęcie, a okna były zasłonięte opuszczonymi roletami. Mieszkańcy ulicy mówią, że budynek od dłuższego czasu wyglądał na zaniedbany i sprawiał wrażenie opuszczonego.
Jak opowiadają sąsiedzi, w domu od pewnego czasu nie było już widać normalnego życia. Według ich relacji w budynku miały być odłączone media, w tym prąd i gaz. Po śmierci żony Łukasza sytuacja w domu podobno zaczęła się pogarszać.
— Po jej odejściu wszystko zaczęło się sypać. Jesienią nawet wzywaliśmy policję, bo drzwi wejściowe do domu pana Jerzego przez długi czas pozostawały otwarte — mówi jedna z mieszkanek ulicy w rozmowie z reporterami.
Zaniepokojeni sąsiedzi obawiali się wtedy, że mogło wydarzyć się coś niepokojącego. Gdy funkcjonariusze weszli do środka, mieli zobaczyć bardzo zaniedbane wnętrza.
Według relacji mieszkańców w środku znajdowało się dużo śmieci, pustych butelek i ogólnego bałaganu, co świadczyło o tym, że dom od dawna nie był utrzymywany w należytym stanie.
Sąsiedzi nie słyszeli awantur
Mimo trudnej sytuacji w domu sąsiedzi podkreślają, że rzadko dochodziło tam do głośnych kłótni czy innych uciążliwych zdarzeń.
— Nie było tam hałasów ani większych awantur. Czasem przyjeżdżali jacyś goście, ale to przecież normalne — mówi jedna z mieszkanek osiedla.
Informacja o tragedii dotarła do sąsiadów dopiero w sobotę, 7 marca, kiedy przed posesją pojawiły się policyjne radiowozy i karetka pogotowia.
— Widziałam ambulans, ale dopiero później usłyszałam, że wyniesiono ciała pana Jerzego i jego syna. To straszna historia. Nawet nie wiadomo, jak długo mogli tam leżeć — opowiada jedna z kobiet mieszkających w pobliżu.
Inny z sąsiadów przyznaje, że przez wiele miesięcy nie widział nikogo wychodzącego z domu i był przekonany, że budynek stoi pusty.
— Dopiero niedawno usłyszałem jakąś kłótnię przed domem. Kobieta krzyczała do młodszego mężczyzny, że nic w życiu nie osiągnie. To mnie zdziwiło, bo na tej ulicy zwykle jest bardzo spokojnie — relacjonuje.
Jak dodaje, była to jedyna sytuacja, kiedy usłyszał podniesione głosy dochodzące z tej posesji.
Policja bada sprawę
Okoliczności śmierci obu mężczyzn wyjaśnia policja pod nadzorem prokuratury w Gliwicach. Zarządzono sekcję zwłok, która ma pomóc ustalić dokładną przyczynę zgonu.
Na razie oficjalne informacje w tej sprawie są bardzo ograniczone. Wśród mieszkańców pojawiają się różne przypuszczenia – od zatrucia tlenkiem węgla po inne tragiczne zdarzenie.
Śledczy podkreślają jednak, że dopiero wyniki badań i ekspertyz pozwolą odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę wydarzyło się w domu przy ul. Platanowej w Rybniku.