
Po opuszczeniu zakładu karnego mężczyzna wprowadził się do chorego ojca w Łodzi. Wspólne mieszkanie szybko stało się źródłem napięć — konflikty wybuchały regularnie, aż osiągnęły punkt kulminacyjny 23 czerwca 2024 roku.
Tego dnia syn dopuścił się brutalnego ataku z użyciem siekiery. Do zdarzenia doszło najpierw w mieszkaniu, a następnie na klatce schodowej, gdzie napastnik kontynuował bicie ojca. Cała sytuacja została zarejestrowana przez kamerę monitoringu zamontowaną na korytarzu.
Sprawca, Krzysztof K., był wcześniej wielokrotnie karany i figurował w policyjnych rejestrach. W lutym 2024 roku wyszedł na wolność, jednak nie miał stałego miejsca zamieszkania. Początkowo schronienie zapewniła mu matka, lecz z powodu awantur i agresywnego zachowania zmuszona była go wyrzucić. Wówczas pomoc zaoferował ojciec, Robert K., mieszkający samotnie w jednej z kamienic na łódzkiej Górnej i zmagający się z licznymi problemami zdrowotnymi.
Do dramatycznych wydarzeń doszło wieczorem, około godziny 19. Z ustaleń śledczych wynika, że syn zaatakował ojca z ogromną siłą, powodując poważne obrażenia. Ranny mężczyzna zdołał wydostać się na korytarz, jednak tam napastnik ponownie go dopadł i przez kilkadziesiąt minut zadawał kolejne ciosy. Nagranie zabezpieczone przez policję pokazuje, że agresor był skrajnie wyczerpany — chwiał się i robił przerwy, by odzyskać siły. Ostatecznie wciągnął ofiarę z powrotem do mieszkania, po czym sam położył się spać.
Około godziny 21 na miejsce przybyli funkcjonariusze, zawiadomieni przez osobę obsługującą monitoring, która na żywo obserwowała przerażające sceny. Podczas zatrzymania Krzysztof K. znieważył jednego z policjantów. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa oraz znieważenia funkcjonariusza publicznego, został tymczasowo aresztowany i stanął przed sądem. Postępowanie prowadzone jest z wyłączeniem jawności, a oskarżonemu grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Ciężko ranny ojciec trafił bezpośrednio do szpitala, gdzie lekarzom udało się uratować mu życie. Niestety, kilka miesięcy później zmarł.