Choć formalnie małżonkowie od pewnego czasu nie mieszkali razem, nadal utrzymywali regularny kontakt. Kobieta wraz z synami na co dzień mieszkała we Włodawie, jej mąż natomiast nad Jeziorem Białym. Mimo to często się widywali.
— Mieszkali tu kilka lat. Najpierw razem, później on się wyprowadził, ale regularnie odwiedzał dzieci — opowiada jedna z sąsiadek w rozmowie z „Faktem”. — Emilia była bardzo miła, pogodna, zadbana. Strasznie mi jej żal…
Emilia K. pracowała jako psycholożka w poradni, jednak w ostatnim czasie zaczęła zmagać się z coraz większymi trudnościami. Na początku ubiegłego roku zmarł jej ojciec, z którym łączyła ją silna więź. Wkrótce pojawiły się również kłopoty zawodowe.
— Praca z ludźmi w kryzysie bywa bardzo obciążająca. Czasem cudze dramaty potrafią człowieka wyczerpać psychicznie — mówi koleżanka zmarłej, również psycholożka.
Z czasem w życiu Emilii pojawił się alkohol. Lokalni dziennikarze informowali, że w zeszłym roku przyjechała po dziecko do przedszkola pod wpływem alkoholu. Na miejsce wezwano policję. Kobieta straciła prawo jazdy, a w konsekwencji również pracę, ponieważ zdarzenie poważnie nadszarpnęło jej reputację zawodową.
Dodatkowo narastały napięcia w małżeństwie. Policja potwierdza, że w domu rodziny K. zdarzały się interwencje. Nie było ich wiele, ale zostały odnotowane w dokumentacji w ramach procedury tzw. niebieskiej karty.
Tego feralnego wieczoru małżonkowie byli razem w Okunince, bez dzieci. Postanowili pojechać samochodem do sklepu. Z uwagi na święto musieli udać się aż do Włodawy, ponieważ w Okunince zimą większość lokali jest zamknięta. Letni kurort poza sezonem zamienia się w niemal opustoszałą miejscowość.
Jadąc drogą wojewódzką nr 812, po około dwóch kilometrach doszło między nimi do sprzeczki. Emilia wysiadła z auta. Prawdopodobnie zamierzała wrócić pieszo do swojego mieszkania. Trasa była prosta, chodnik prowadził bezpośrednio w stronę jej bloku. Do przejścia miała około trzech kilometrów.
— Do dziś nie mogę zrozumieć, dlaczego została tam sama — mówi znajomy pary. — Był mróz, silny wiatr, nie miała kurtki ani telefonu. Nawet jeśli zdarzało jej się wcześniej znikać, to była wyjątkowo trudna noc. Dlaczego nie wezwał pomocy?
Z ustaleń policji wynika, że mężczyzna zawrócił i próbował namówić Emilię do powrotu do samochodu, jednak kobieta ponownie odmówiła. Wówczas odjechał, nie informując nikogo o sytuacji. Zaginięcie zgłoszono następnego dnia — zrobiła to matka 37-latki, zaniepokojona jej nieobecnością.
Emilia nie dotarła jednak do domu. Z nieznanych przyczyn opuściła główną drogę i skierowała się w stronę pól, w rejonie rzeki Włodawki. Teren ten jest trudny, miejscami zalesiony i podmokły. Jak ustalono później, kobieta przeszła kilkaset metrów, po czym upadła. Tam zakończyło się jej życie.
Jej ciało odnaleziono dopiero po kilku dniach, w niedzielę.
— Nie stwierdzono żadnych obrażeń ciała. Wstępne wyniki sekcji wskazują, że przyczyną śmierci było wychłodzenie organizmu — przekazał prokurator Marek Zych z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Śledztwo w toku
Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci, co w tego typu sprawach jest standardową kwalifikacją. Jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów.