
zaatakował nożem swoją rodzinę. Jeden ze świadków twierdzi, że w rękach mężczyzny znajdowało się narzędzie przypominające maczetę — ostrze mogło mieć nawet 70 centymetrów długości. W ciągu kilku minut śmierć poniosła jego 4-letnia córka Aniela. Ranne zostały żona Piotra K., jej rodzice oraz 7-letni syn Olek, który zdołał wydostać się z mieszkania i uciec.
Na miejscu tragedii wciąż pracują policjanci oraz biegli z laboratorium kryminalistycznego. W mieszkaniu — chaos i ślady brutalnego ataku. Krew na podłodze. Porozrzucane przedmioty. Nieme dowody dramatu.
Żona napastnika, Malwina K., walczy o życie. Jej matka, z zawodu pielęgniarka, również przebywa w szpitalu w stanie ciężkim. Teść odniósł lżejsze obrażenia — to on osłonił wnuka i pomógł mu uciec. Chłopiec, босy i przerażony, wybiegł z mieszkania, wołając o pomoc. Jego krzyk zaalarmował sąsiadów.
Piotr K. po ataku próbował odebrać sobie życie. Obecnie przebywa w policyjnej izbie zatrzymań pod ścisłym nadzorem. W środę (28 stycznia) ma zostać przesłuchany przez prokuratora. Postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku.
Co doprowadziło do tej tragedii?
Mężczyzna był postrzegany jako oddany ojciec i mąż. W 2013 roku poślubił Malwinę, z którą wychowywał dwoje dzieci. Często podróżowali, regularnie odwiedzali rodzinę w Ustce. W mediach społecznościowych dzielili się zdjęciami z wakacji — uśmiechnięci, zgrani, szczęśliwi. Na zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. Do poniedziałkowego wieczoru.
Przez 23 lata Piotr K. pełnił służbę w SOP, chroniąc najważniejsze osoby w państwie. Został odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego za nienaganną służbę. Jesienią przeszedł rutynowe badania okresowe — bez żadnych zastrzeżeń. Po tragedii został natychmiast zawieszony, a wobec niego wszczęto procedurę wydalenia ze służby.
Mieszkańcy Ustki nadal nie potrafią pogodzić się z tym, co się stało.
— Jeszcze kilka dni temu widzieliśmy ich spacerujących po plaży, trzymali się za ręce. A dziś? Cisza, krew, znicze… — mówią sąsiedzi.
Pod blokiem przy ulicy Bałtyckiej 3 płoną świeczki. Ludzie przechodzą w milczeniu, zatrzymują się na chwilę, patrzą w ciemne okna. Miasto wstrzymało oddech.