
Z własnych środków finansowała budy dla psów, organizowała ich ocieplanie i aktywnie promowała adopcje. Jej zaangażowanie szybko zostało zauważone przez media i internautów, a temat losu zwierząt w schroniskach trafił do ogólnopolskiej debaty.
Z biegiem czasu stało się jednak jasne, że doraźna pomoc to za mało, a problem jest znacznie głębszy. Coraz częściej pojawiały się informacje o poważnych uchybieniach w funkcjonowaniu niektórych placówek. Mówiono o zwierzętach trzymanych w skrajnie złych warunkach, bez odpowiedniej opieki, narażonych na choroby i cierpienie. To był moment przełomowy — Doda postanowiła nie tylko pomagać, ale również głośno piętnować patologie i domagać się zmian systemowych.
Jednym z pierwszych miejsc, na które zwróciła uwagę, było schronisko w Bytomiu. Artystka publicznie mówiła o nieprawidłowościach i domagała się kontroli. Sprawa szybko nabrała rozgłosu i stała się symbolem szerszego problemu zaniedbań w opiece nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce.
Niedługo później odwiedziła ośrodek „Happy Dog” w Sobolewie. Tam sytuacja, według relacji aktywistów, była jeszcze bardziej alarmująca. Właściciel placówki usłyszał zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami. Choć sprawa nie została jeszcze prawomocnie zakończona, dzięki presji społecznej i medialnej ośrodek został zamknięty — co wielu uznało za istotny sukces.
Zaangażowanie miało jednak swoją cenę. Stały kontakt z dramatycznymi historiami, oglądanie materiałów z miejsc, w których panowały skrajnie złe warunki, a także fala krytyki i hejtu zaczęły odbijać się na zdrowiu psychicznym piosenkarki. W jednym z najnowszych nagrań przyznała, że musi się zatrzymać i zadbać o siebie.
— Od tygodnia śpię po kilka godzin. Obrazy i informacje, które do mnie docierają, są dla mnie psychicznie nie do udźwignięcia. Mam zaburzenia lękowe, które nasilają się pod wpływem stresu i czuję, że to właśnie ten moment — mówiła szczerze.
Doda wyznała również, że całkowicie podporządkowała się pomocy zwierzętom, odkładając na bok życie zawodowe i prywatne.
— Moi bliscy pytali mnie, gdzie jest granica. Obiecałam sobie, że jeśli uda się zamknąć choć dwa takie miejsca, będę wiedziała, że zrobiłam wszystko, co mogłam. I to się udało — przyznała.
Artystka nie ukrywała, że nie jest w stanie dłużej znosić nagonki na osoby ratujące zwierzęta.
— To mnie wypala od środka. Jestem zbyt emocjonalna. Oddałam całe swoje serce, zrobiłam, co było w mojej mocy. Teraz muszę się zatrzymać, bo inaczej zapłacę za to zbyt wysoką cenę — mówiła na Instagramie.
W opisie nagrania zwróciła się bezpośrednio do obserwatorów, zachęcając ich do dalszego działania i przejęcia pałeczki.
Choć Doda zrobiła krok w tył, jej wkład w nagłośnienie problemu tzw. patoschronisk jest niepodważalny. Dzięki jej determinacji wiele spraw ujrzało światło dzienne, a część placówek przestała funkcjonować. Pokazała, że głos osoby publicznej może realnie wpłynąć na los najsłabszych — nawet jeśli cena okazuje się bardzo wysoka.
Ta historia pokazuje również, jak ogromnym wyzwaniem emocjonalnym jest walka o prawa zwierząt w systemie, który często zawodzi. Postawa Dody stała się dla jednych inspiracją, dla innych przestrogą, jak łatwo zatracić siebie, pomagając innym.
Czy jej działania przyniosą trwałe zmiany — pokaże czas. Jedno jest pewne: obok tej historii nie da się przejść obojętnie.