
– Wierzę, że Waleria jest teraz w lepszym świecie. Muszę w to wierzyć – mówił jej ojciec, Roman (32 l.), gdy wyruszał po ciało córki. Zrobił wszystko, by mogła spocząć w swojej ojczyźnie. Tak też się stało. W ostatnim pożegnaniu dziewczynki uczestniczyło ponad sto osób.
Zaginięcie Walerii. Tragiczny finał poszukiwań 9-latki
Na jednym z ostatnich zdjęć Waleria z uśmiechem tuli się do taty. To fotografia, do której Roman wciąż wraca. Jego ukochana córka nie żyje – została zamordowana w wyjątkowo brutalnych okolicznościach. – Nie potrafię opisać, co czuję. Staram się jakoś trzymać – mówił 32-latek w rozmowie z „Bildem”, gdy jechał do Niemiec, by sprowadzić ciało dziecka.
Ojciec ruszył na miejsce, by pomóc w poszukiwaniach córki, jednak nie zdążył. – Chcę zabrać ją do domu i tam pochować. Nie mogłem jej tu zostawić – podkreślał zdruzgotany mężczyzna.
Dziewięcioletnia Waleria zaginęła 3 czerwca 2024 r. w Dobeln w Saksonii, w drodze do szkoły. Po tygodniu intensywnych poszukiwań, 12 czerwca po południu, jej ciało odnaleziono w lesie, ukryte w gęstych zaroślach. Znajdowało się zaledwie kilka kilometrów od jej domu. Dziewczynka została zamordowana.
Przed domem Walerii gromadzili się mieszkańcy. Zapalali znicze, składali kwiaty i pluszowe zabawki. W niebo wypuszczono białe i różowe balony – symbol niewinności i pożegnania.
Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo dziecka
Po kilkunastu dniach od tragedii policja zatrzymała podejrzanego mężczyznę w Czechach. To 37-letni Andrej, obywatel Mołdawii, poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania. Jak ustalono, był on byłym partnerem matki Walerii. Dziewczynka znała go i ufała mu, co – według śledczych – sprawiło, że nie spodziewała się zagrożenia.
Prokuratura poinformowała, że mężczyzna działał z wyjątkowo niskich pobudek. Według ustaleń motywem zbrodni miała być zemsta na matce dziecka, która kilka dni wcześniej zakończyła z nim relację.