
Toyotą, przystosowaną do przewozu maksymalnie pięciu osób, podróżowało aż dziesięciu nastolatków. Dwóch z nich — Filip i Mateusz — zostało upakowanych w bagażniku pojazdu.
20-letni Szymon Cz. stanął przed sądem. Częściowo przyznał się do winy.
Młodzi ludzie wracali z imprezy urodzinowej jednego z kolegów, która odbywała się na terenie Chełma. Z ustaleń śledczych wynika, że Szymon C., rozwożąc znajomych do domów, poruszał się ul. Ogrodową z prędkością sięgającą nawet 130 km/h, przekraczając dozwolony limit w obszarze zabudowanym co najmniej o 80 km/h.
Na prostym odcinku drogi samochód wypadł z jezdni, uderzył w słup oświetleniowy oraz ogrodzenie, po czym dachował. Filip i Mateusz, którzy jechali w bagażniku, nie mieli żadnych szans na przeżycie — zginęli na miejscu.
Po zdarzeniu maturzysta próbował oddalić się z miejsca tragedii, pozostawiając rannych kolegów oraz ciała ofiar. Został jednak szybko zatrzymany przez policję. Usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy w ruchu lądowym oraz prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu.
Podczas przesłuchania Szymon C. przyznał się do większości zarzutów, jednak zaprzeczył, jakoby działał umyślnie oraz by próbował uciec z miejsca wypadku. Wyraził również skruchę i żal z powodu tragedii.

Na początku procesu przed sądem w Lublinie oskarżony częściowo przyznał się do winy i przeprosił rodziców zmarłych kolegów.