
Obie dziewczynki uczęszczały do Szkoły Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze, do której chodzi około 660 uczniów.
Do tragedii doszło 15 grudnia ubiegłego roku. Według ustaleń śledczych starsza z dziewczynek miała pojawić się w szkole z kilkoma nożami – w tym kuchennymi oraz tzw. finką. Jednym z nich zadała Danusi śmiertelne rany, gdy ta wracała do domu. Miejsce zbrodni znajdowało się zaledwie kilkadziesiąt metrów od szkoły – w wąwozie przy potoku, którym dzieci często skracają sobie drogę. Dziś to miejsce tonie w zniczach i kwiatach.
Po dramatycznych wydarzeniach codzienność szkolna uległa wyraźnej zmianie. Rodzice niemal bez wyjątku osobiście przyprowadzają i odbierają swoje dzieci z lekcji. Tylko nieliczni uczniowie poruszają się samodzielnie. Zapytani o sytuację rodzice i nauczyciele nie chcą ujawniać swoich danych – obawiają się fali hejtu, która od tygodni uderza w szkołę, dyrekcję oraz grono pedagogiczne.
– Choć tragedia wydarzyła się poza terenem placówki, w powszechnej opinii winą obarcza się właśnie szkołę. Padają pytania, jak to możliwe, że nikt nie sprawdził uczennicy, która miała przy sobie niebezpieczne narzędzia – mówią nasi rozmówcy. – Rodzice pytają wprost: czy nasze dzieci są tu bezpieczne?
Pracownicy szkoły podkreślają jednak, że placówka nie jest twierdzą. – Nie mamy do czynienia z dorosłymi, tylko z dziećmi. Nie da się wprowadzić bramek i ochrony jak na lotnisku czy w centrum handlowym. Każdy incydent wymaga kontaktu z rodzicami i procedur – tłumaczą.
Reakcje rodziców są skrajne. Jedni reagują lękiem na każdy telefon ze szkoły, obawiając się najgorszego. Inni domagają się rozliczeń, wracają do dawnych, często nieistotnych zdarzeń i zarzucają dyrekcji zaniedbania. W mediach społecznościowych narasta fala wzajemnych oskarżeń, co dodatkowo pogłębia traumę całej społeczności.
– Zdarza się, że po zwykłej sprzeczce uczniów rodzice pytają w panice, czy ich dziecko żyje – relacjonuje jeden z pedagogów. – Nawet profilaktyczne wizyty policji wywołują plotki, że doszło do kolejnej tragedii.
W szkole pracują psycholodzy skierowani przez MSWiA, jednak ich obecność zaplanowano jedynie do końca stycznia. Zdaniem nauczycieli i rodziców pomoc ta powinna potrwać znacznie dłużej.
Jak informują nasi rozmówcy, nikt z dorosłych nie wyobraża sobie powrotu Hani do szkoły. Dziewczynka przebywa obecnie w specjalistycznej placówce leczniczej. Jej rodzice – według nieoficjalnych informacji – rozważają kroki prawne wobec szkoły, twierdząc, że ich córka padła ofiarą nagonki i braku wsparcia.
Sąd rodzinny zajmuje się sprawą, ponieważ podejrzana nie ukończyła 13 lat i nie może odpowiadać karnie. Od grudnia nie przekazano żadnych nowych informacji. Wiadomo jedynie, że wobec dziewczynki zastosowano środki tymczasowe, a po krótkim pobycie na oddziale chirurgii została skierowana na specjalistyczne badania psychiatryczne, gdzie nadal przebywa.
Tragedia, która rozegrała się w Jeleniej Górze, pozostawiła głęboką ranę – nie tylko w sercach najbliższych Danusi, ale w całej szkolnej społeczności, która wciąż próbuje odnaleźć się w nowej, bolesnej rzeczywistości.