
Emocje, łzy i ogromna frustracja wobec mechanizmów, które – jak twierdzi – od lat nie działają. Doda zdecydowała się publicznie opowiedzieć, co skłoniło ją do tak zdecydowanego zaangażowania w walkę o los zwierząt przebywających w schroniskach oraz do głośnego sprzeciwu wobec tzw. patoschronisk. Jej głos wybrzmiał szczególnie mocno, bo był efektem długiego milczenia i narastającej bezsilności.
Artystka od dawna nie ogranicza się jedynie do symbolicznych gestów. Ochrona zwierząt stała się dla niej realnym obszarem działalności społecznej – bierze udział w akcjach pomocowych, spotkaniach edukacyjnych i inicjatywach, które mają na celu zmianę podejścia do adopcji oraz poprawę przepisów regulujących funkcjonowanie schronisk. W swoich działaniach konsekwentnie podkreśla, że zwierzęta nie mogą być traktowane jak towar ani źródło łatwego zysku.
Decyzja o zabraniu głosu w Sejmie nie była przypadkowa. Doda chciała dotrzeć bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za prawo i nadzór nad systemem opieki nad zwierzętami. Jej wystąpienie było emocjonalne, momentami ostre, ale – jak podkreślała – wynikało z autentycznych doświadczeń oraz rozmów z ludźmi, którzy od lat bezskutecznie próbują ratować zwierzęta z dramatycznych warunków.
Wokalistka zwracała uwagę, że cierpienie czworonogów często jest zamiatane pod dywan, a luki prawne pozwalają na funkcjonowanie placówek, w których dobro zwierząt schodzi na dalszy plan. Apelowała o konkretne zmiany systemowe oraz większą odpowiedzialność zarówno instytucji publicznych, jak i samych obywateli.
Duże poruszenie wywołała również obecność Małgorzaty Rozenek-Majdan, z którą Doda w przeszłości była skonfliktowana. Tym razem jednak dawne animozje zeszły na dalszy plan. Obie skupiły się na meritum spotkania, pokazując, że w sprawach fundamentalnych możliwa jest współpraca ponad osobistymi różnicami.
Po zakończeniu obrad Doda postanowiła wyjaśnić, co ostatecznie przełamało jej milczenie. W rozmowie z mediami przyznała, że przez długi czas otrzymywała setki dramatycznych wiadomości od ludzi, którzy błagali o pomoc dla zwierząt i czuli się całkowicie ignorowani przez instytucje. To właśnie te historie sprawiły, że uznała, iż nie może dłużej pozostawać bierna.
Artystka podkreśla, że jej celem nie jest atakowanie wszystkich schronisk, lecz doprowadzenie do sytuacji, w której placówki prowadzone są przez osoby kompetentne, empatyczne i rzeczywiście nastawione na pomoc. Jej zdaniem tylko zmiana zarządzania, realna kontrola i odejście od traktowania zwierząt jak elementu biznesu mogą przynieść trwałą poprawę ich losu.